1 Obserwatorzy
26 Obserwuję
emka96

emka96

Zdracja tronu - recenzja

Buntowniczka z pustyni. Tom 2. Zdrajca tronu - Alwyn Hamilton

„Pewnego razu w pustynnym królestwie Miraji
mieszkał młody książę, który chciał zasiąść na 
tronie swojego ojca. Nie miał do tego prawa, lecz 
jedynie przekonanie, że jego ojciec jest słabym
władcą, a on byłby silniejszy. Wobec tego zajął
tron siłą.”

Amani mieszka z rebeliantami, którzy radzą sobie nadspodziewanie dobrze, a powstanie rozrasta się. Główną bohaterkę spotykamy znów, gdy wypełnia kolejne powierzone jej zadanie
i uwalnia z więzienia nie tylko osoby związane z księciem Ahmedem, ale również zniewolone kobiety, wśród których okazuje się być siostra jej matki, której odnalezienie niegdyś było celem jej życia. Amani nie jest już wystraszoną dziewczyną, która zrobiłaby wszystko, by przeżyć. Jest młodą kobietą, rebeliantką, gotową oddać życie za prawowitego jej zdaniem władcę Miraji.

 „Jednej krwawej nocy Sułtan i połowa braci
młodego księcia zginęli od jego miecza, 
walcząc z obcą armią, na czele której stanął. 
Kiedy nadszedł świt, nie był już księciem.
Był Sułtanem.”

Los pustyni spoczywa w jej rękach – i nie jest to żadna metafora. Choć w momencie, gdy zostaje sprzedana Sułtanowi, który chce wykorzystać ją do swoich celów, można mieć wrażenie, że Amani może tylko czekać na śmierć, która zapewne nadejdzie prędzej niż później, ona nie poddaje się i zaczyna szukać sojuszników, których znajduje w najmniej spodziewanych miejscach. Jedną z takich osób staje się dla niej jej Sultrima, która okazuje się być jej kuzynką, Shirą. W pałacu spotyka także swojego niegdysiejszego przyjaciela – Tamida, który jednakże nie tylko udaje, że jej nie zna, ale także w ramach zemsty zdradza władcy Miraji, jak pozbawić Półdżinkę jej mocy.

„Było jednak sześć osób, które wiedziały,
co naprawdę wydarzyło się tego dnia. (…)
Sześć osób, które walczyły ramię w ramię
i zostały razem uwięzione. (…) Sześć osób,
które nigdy nie opowiedzą o tym, co stało
się w dniu, odtąd już zawsze nazywanym
dniem śmierci Księcia Buntownika.”

W „Zdrajcy tronu” nie ma już oczekiwania na walkę – ona toczy się na każdej stronie książki i nigdy nie wiadomo, kto wyjdzie żyw z toczących się potyczek. Nawet pozornie spokojny dwór Sułtana jest polem ciągłej bitwy – tylko jedna kobieta może być najważniejsza, tylko jedna kobieta może mieć znaczenie i każda chce nią być. Wszystkie, oprócz Amani, która chce wystrychnąć Sułtana na dudka, która chce ugrać jak najwięcej dla sprawy, w którą tak bezgranicznie wierzy, że nie zauważa, że staje się ofiarą manipulacji.

Wyjątkowo mało w tym tomie było mi Jina – uczucia Amani wobec niego były zarówno negatywne, jak i pozytywne, chwilami ciężko było się rozeznać, co w niej dominuje. Jin miał zlecone jakieś tajemnicze zadanie, z którego musiał się wywiązać i właśnie to robił, a ja dopiero pod koniec zrozumiałam, o co chodziło. Ahmed coraz bardziej staje się władcą, jakiego trzeba Miraji – i płaci za to ogromną cenę, taką, że większej już chyba nie można. Książkę zdecydowane polecam i z czystym sumieniem mogę przyznać, że jest bardziej wybuchowa niż proch strzelniczy, podobniej jak pierwszy tom, co oznacza, że spełniła moje założenia. Nie sposób odłożyć jej na półkę, nie sposób oderwać się na chwilę, zwyczajnie trzeba się dowiedzieć, jak potoczą się dalej losy buntowników z pustyni, a przede wszystkim – kto przeżyje i czy rebelia przetrwa, gdy zabraknie tych najważniejszych.

„Promienie nisko wiszącego słońca
odbiły się od metalu topora, zmieniając
go w oślepiające światło. Jednak słońce
nie zatrzymało się. Czas się nie zatrzymał.
Świat nie okazał współczucia dla mojego
smutku. Topór spadł. Światło zmieniło się
w żelazo. I w krew.”

Buntowniczka z pustyni - recenzja

Buntowniczka z pustyni. Tom 2. Zdrajca tronu - Alwyn Hamilton

Przeczytaliście już wszystkie książki o Dzikim Zachodzie i wciąż wam mało? Interesuje Was świat Dalekiego Wschodu i dalekie pustynie? Trafiliście idealnie! Alwyn Hamilton w swojej „Buntowniczce z pustyni” łączy to wszystko i jeszcze więcej.

„- Wystarczająca trudno jest znaleźć mężów

dla twoich córek. – Ciotka Farrah była poirytowana.

- A teraz chcesz, żebym zatroszczyła się o męża

dla bękarta twojej siostry?

- Wobec tego ja ją poślubię.”

Amani chce uciec z domu, by za wszelką cenę uniknąć konieczności poślubienia własnego wuja, u którego zamieszkała po śmierci matki. W Dustwalk, gdzie mieszka, kobiety nie mają żadnych praw. Ich życiem żądzą zachcianki mężczyzn. Dziewczyna chce wyrwać się ze świata, w którym jedyne, co może zrobić, to słuchać mężczyzn i móc w końcu sama decydować o swoim życiu. Na swojej drodze spotyka tajemniczego Jina, od którego żąda, by ten pomógł jej uciec. Chłopak nie zgadza się, nie podając jej powodu. Kiedy w końcu Amani udaje się opuścić rodzinną miejscowość, z powrotem napotyka na swojej drodze Jina. I tym razem już się nie rozstają, chociaż los stawia na ich drodze wiele przeszkód. Jin coś ukrywa – a Amani postawiła sobie za cel odkrycie, co to jest. Gdyby nie wypadek na pustyni, nigdy by się tego nie dowiedziała. Chłopak nie ma wyjścia i jeśli chce przeżyć, musi ujawnić część informacji o sobie, które do tej pory chciał zachować dla siebie. Po pierwsze, dowiaduje się, kim był jej ojciec i potwierdza się informacja, że człowiek, który wychowywał ją przez kilkanaście lat, nie był jej prawdziwym ojcem i że może posiadać pewne ukryte moce.

Dziewczyna, która do tej pory znała tylko Dustwalk, zostaje rzucona w wir wydarzeń i poznaje życie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Nagle może mieć wolną wolę, chodzić, gdzie chce i nie musi nikomu spowiadać się z tego, czym się zajmuje. Może też najeść się do syta, czego doświadczała bardzo rzadko, a pożywienia nikt nie musi ukrywać. Jednocześnie zostaje ujawniona jej przeszłość. Amani jednocześnie dowiaduje, że znajduje się w centrum rebelii, która wstrząsnęła krajem i że jedyną możliwością zakończenia jej jest zdobycie tajnej broni, która może niszczyć miasta i nigdy się nie kończy. Co – lub kto – jest tą bronią, jest kolejnym sekretem, który musi odkryć główna bohaterka.

„Nieważne, gdzie się znajdujemy,

nic nie zmieni tego kim jesteśmy (...).

Jeśli tutaj byliśmy bezwartościowi,

dlaczego miałoby to się zmienić gdzieś indziej?.”

Przygody Amani są o tyle niestandardowe, że – zwłaszcza na początku – autorka nie używa znanego schematu „problem-rozwiązanie”, wręcz przeciwnie – problemy się piętrzą, jakakolwiek próba rozwiązania jest niemożliwa, a bohaterka wplątuje się w coraz bardziej niebezpieczne sytuacje. Pojawiają się nie tylko sceny rodem z Dzikiego Zachodu, takie jak walki w pociągu, ale również te jak z krajów Bliskiego Wschodu – kobiety nie mają prawa głosu, mężczyźni podejmują wszelkie decyzje, bo jakiekolwiek odstępstwo jest sprzeczne z religią i, co chyba najważniejsze, jest grzechem.

„Buntowniczkę z pustyni” zabrałam ze sobą na późne wakacje. Czytałam ją w wolnych chwilach, które wykradłam między snem, jedzeniem lub zwiedzaniem. Książka jest niesamowita – pustynia, konie, dżiny, czary, potężne moce – to wszystko robi wrażenie. Książkę czytało się bardzo szybko i lekko, a przede wszystkim – przyjemnie.  Tak więc – polecam. Bo cała książka jest taka jak w opisie – bardziej wybuchowa niż proch strzelniczy. I mam nadzieję, że kolejne książki będę mogła opisać tak samo.

„Kiedy opowieść o tym dniu dotrze do Sułtana,

nikt mu nie powie, że stanowiliśmy małą grupkę

zmęczonych i żałośnie wyglądających buntowników.

(…) Dowie się tylko, że zwyciężyliśmy i nadal żyliśmy.

A jutro po raz wstanie słońce wstanie nad nową pustynią.”

Recenzja

Czas Żniw  - Samantha Shannon

„Jesteśmy mniejszością, której świat nie akceptuje,
nawet fantazjowanie o nas jest zakazane.
Wyglądamy jak inni. Czasem zachowujemy się jak inni. (…)
Nie wszyscy z nas wiedzą, kim jesteśmy. Niektórzy umierają,
nie mając pojęcia o swojej prawdziwej naturze.
Inni wiedzą, dlatego nigdy nie pozwolimy
się złapać. Ale istniejemy. Uwierzcie.”

Paige Mahoney na pierwszy rzut oka jest zwykłą dziewiętnastolatką. Nie poszła na studia, pracuje
i w zasadzie może się wydawać, że w jej życiu nie dzieje się nic niezwykłego. Nietrudno się jednak domyślić, że pozory lubią mylić. Paige jest jasnowidzem – członkiem kryminalnego podziemia, do którego przynależność jest karana śmiercią. Przez dość długi czas udawało jej się unikać kontaktu z władzą i ze strażami prawa, chroniona przez ludzi Jaxona Halla, swojego mim-lorda.

Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia. W metrze, którym chce wrócić do domu, napotyka kontrolę, której głównym zadaniem jest wynajdowanie ludzi o zdolnościach do jasnowidzenia. Chroniąc siebie i mężczyznę, który ma podobne do niej zdolności, korzystając ze swoich mocy, zabija dwóch mężczyzn. Choć jej duszą targa niepokój, udaje jej się wrócić do domu i to dopiero tam znajdują ją stróże prawa. Mimo desperackiej próby ucieczki, zostaje złapana i od początku wie, że cokolwiek by się nie stało, nie spotka jej tam nic dobrego.

„- Jak się nazywasz?
- XVI-19-16.
- Jakie jest twoje prawdziwe imię?
- Już nie pamiętam, ale cyrkowcy mówią
na mnie Dostawca. Wolisz się posługiwać
prawdziwymi imionami?
- Zdecydowanie.”

W kolonii karnej, Szeol 1, ludzie, tak zwani ślepcy, i jasnowidze mają tylko numery, ich imiona zostają zapomniane. Nikt nie przejmuje się ich losem, choć mimo to istnieje ścisła hierarchia. Żółci służą jedynie rozrywce, różowi to przyszli obrońcy Refaitów przed Emmitami, a czerwoni, należący do najwyższej rangi jasnowidzów w kolonii, bezpośrednio odpowiadają przed Refaitami i cieszą się największymi przywilejami.

Paige trafia do domu małżonka krwi, Arcturusa Mesarthima. Nie ma pojęcia, kim jest mężczyzna, ani do czego jest zdolny. Jedyną informacją, którą uzyskuje jest to, że jeśli poświęci się swojemu treningowi oraz będzie bezwzględnie posłuszna, dostanie szansę na stanie się czerwoną, jeśli jednak nie – zostanie zdegradowana i otrzyma strój w kolorze żółtym. Choć dziewczyna nie ma pojęcia, co ją czeka ani jak ma wyglądać jej szkolenie, ma wrażenie, że w kolonii karnej napięcie jest ogromne, że gdzieś tam głęboko w duchu ludzie marzą o rebelii i że ma ona nawet sojuszników w osobach zarządzających miastem. Mimo tych podejrzeń, Paige nie potrafi zorientować w większości przypadków kto może być jej potencjalnym sojusznikiem, a kto wrogiem.

„Wspomniałam, że pracowałam dla syndakatu
- zatem parę słów wyjaśnienia. Byłam pewnego
rodzaju hakerem. Nie czytającym umysł, raczej
radarem umysłu wchodzącym w zaświaty.”

Przygody Paige wciągnęły mnie dopiero od drugiego czy też trzeciego rozdziału. Świat wykreowany przez Samanthę Shannon w mojej opinii jest anty-utopią, światem dalekim od perfekcji, któremu daleko do ideału. Sądzę, że od świata mojego ulubionego autora tego gatunku, Orwella, różni się bardzo mocno, natomiast ta inność niczego tej książce nie odbiera, wręcz przeciwnie, wnosi trochę świeżości do świata literatury anty-utopijnej. Zdecydowanie polecam sięgnąć po pierwszy tom serii, a ja korzystając z tego, że pod ręką mam drugą część, lecą ją czytać.

„Ale kiedy patrzyłam, jak tunel znika
mi przed oczyma, jednego byłam pewna:
naprawdę mu ufałam. Teraz
musiałam tylko zaufać samej sobie.”

Recenzja

Moja Lady Jane - Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton

„Tylko wydaje ci się, że wiesz, jak było.
Oficjalna wersja jest taka, że dawno temu
żyła sobie szesnastolatka imieniem
Jane Grey, którą zmuszono do małżeństwa
z kompletnie obcą osobą, a wkrótce potem
stanęła na czele państwa. Królowała przez
całe dziewięć dni. A potem straciła głowę.
Dosłownie.”

Król Edward jest w wielkich tarapatach – według swego lekarza jest umierający. Zawsze mógłby zmienić lekarza, jednakże nie ma pewności, że ten nowy powiedziałby mu coś innego. Tak więc, nie musząc martwić się rządzeniem, bo od tego przecież ma ludzi, i raz na jakiś czas składając podpis na jakimś dokumencie, którego nawet na dobrą sprawę nie czytał (bo niby czemu miałby to robić, skoro zostało mu coś przedstawione do podpisania, to on może to na spokojnie zrobić), po konsultacjach z jednym
z doradców wpada na genialny pomysł! Skoro mężczyzna nie może przedłużyć rodu, bo nie wie nawet, czy dożyje narodzin potencjalnego (zakładając, że to syna by miał), zawsze można się uciec po pomoc do – kogóż by innego! – kobiet.

„- Sire? – ponaglił go książę Dudley.
Edward otrząsnął się ze wspomnień.
- Chcesz wydać Jane za mąż – zdradził
się z podejrzeniami. – A czy wiesz
już za kogo?”

Jane kocha książki i właściwie nie widzi poza nimi świata. Nic ani nikt inny nie jest jej potrzebny do szczęścia. No, może poza faktem, że jej największym marzeniem jest być Eðianką – nie do końca mityczną, bo żyjącą i mającą się w angielskim społeczeństwie całkiem nieźle, tajemniczą rasą ludzi, która posiadła zdolność zmieniania się w zwierzę. Decyzja Edwarda ją zaskakuje, ale nie ma możliwości sprzeciwu, bo jej matka już dawno straciła nadzieję na wydanie córki za mąż, a poza tym – któż jest na tyle odważny, by odmówić królowi?

Gifford, przyszły mąż Jane, całe dnie spędza w postaci konia. Król zostaje poinformowany o tym fakcie, jednakże zajęty swoją zbliżającą się śmiercią oraz chęcią osadzenia na tronie kogoś innego niż jego własna siostra, nie tylko nie przejmuje się tym zbytnio, ale nie czuje się też osobą upoważnioną do poinformowania kuzynki o tym – jakby nie było istotnym – fakcie.

„- Dajcie mi znać, gdy tylko król będzie
gotowy mnie przyjąć. Mam do niego

pilną, niecierpiącą zwłoki sprawę.
- Oczywiście, milady – zapewnił strażnik (…)”

Nagle Anglią wstrząsa chaos. Edward znika, Jane musi zasiąść na tronie jako pełnoprawna władczyni, Dudley, ojciec Gifforda nie tylko mówi królowej, że ciało jej kuzyna jest w tak złym stanie, że ta nie może go zobaczyć, ale też próbuje nią sterować, jej mąż wciąż znika na całe dnie, a Maria koniecznie chce pozbawić ją głowy noszącej koronę, by samej objąć rządy w kraju o którym sądzi, że jest jej dziedzictwem i wytępić wszystkich zmiennokształtnych, których serdecznie nienawidzi. Niektórzy Eðianie zaczynają zdobywać coraz większą władzę nad społeczeństwem, zastraszając je, podczas gdy inni wolą się ukryć i w ogóle nie przyznawać do tego, kim w rzeczywistości są.

„Szare oczy Bess zwęziły się, gdy jej wzrok padł na Marię.
- Edward jest prawowitym dziedzicem tronu Anglii,
ponieważ nasz ojciec ogłosił go dziedzicem.
Król może przeznaczyć koronę, komu tylko chce.”

Co wyszło z pomieszania historii z fikcją literacką i wymyśloną rasą ludzi, która umie zmieniać się w zwierzęta? Moim zdaniem – całkiem niezła historia, trochę wybijająca się ponad przeciętne, choć ze zbyt dużą ilością dowcipów zwanych potocznie sucharami, niektórymi bardziej denerwującymi niż lubianymi postaciami i akcją, która momentami zbytnio się ślimaczyła. A jednak uważam, że warto było ją przeczytać. Może chwilami czułam się znudzona, ale ogólnie oceniam historię raczej na plus niż na minus. Czy sięgnę po następny tom? Pewnie tak. Nie lubię zaczynać historii i jej nie kończyć. Ale to, że wskoczy ona wysoko na listę tego, co chciałabym przeczytać, jest mało prawdopodobne.

„- Jane, chcę, żebyś wiedziała, że twój
pocałunek jest jak dzieło sztuki…
- Mniej gadania, więcej całowania.”

"Zdrajca tronu" - recenzja

Buntowniczka z pustyni. Tom 2. Zdrajca tronu - Alwyn Hamilton

 

„Pewnego razu w pustynnym królestwie Miraji

mieszkał młody książę, który chciał zasiąść

na tronie swojego ojca. Nie miał do tego prawa,

lecz jedynie przekonanie, że jego ojciec jest

słabym władcą, a on byłby silniejszy.

Wobec tego zajął tron siłą.”

 

Amani mieszka z rebeliantami, którzy radzą sobie nadspodziewanie dobrze, a powstanie rozrasta się. Główną bohaterkę spotykamy znów, gdy wypełnia kolejne powierzone jej zadanie
i uwalnia z więzienia nie tylko osoby związane z księciem Ahmedem, ale również zniewolone kobiety, wśród których okazuje się być siostra jej matki, której odnalezienie niegdyś było celem jej życia. Amani nie jest już wystraszoną dziewczyną, która zrobiłaby wszystko, by przeżyć. Jest młodą kobietą, rebeliantką, gotową oddać życie za prawowitego jej zdaniem władcę Miraji.

 „Jednej krwawej nocy Sułtan i połowa braci
młodego księcia zginęli od jego miecza,
walcząc z obcą armią, na czele której stanął.
Kiedy nadszedł świt, nie był już księciem.
Był Sułtanem.”

Los pustyni spoczywa w jej rękach – i nie jest to żadna metafora. Choć w momencie, gdy zostaje sprzedana Sułtanowi, który chce wykorzystać ją do swoich celów, można mieć wrażenie, że Amani może tylko czekać na śmierć, która zapewne nadejdzie prędzej niż później, ona nie poddaje się i zaczyna szukać sojuszników, których znajduje w najmniej spodziewanych miejscach. Jedną z takich osób staje się dla niej jej Sultrima, która okazuje się być jej kuzynką, Shirą. W pałacu spotyka także swojego niegdysiejszego przyjaciela – Tamida, który jednakże nie tylko udaje, że jej nie zna, ale także w ramach zemsty zdradza władcy Miraji, jak pozbawić Półdżinkę jej mocy.

„Było jednak sześć osób, które wiedziały,
co naprawdę wydarzyło się tego dnia. (…)
Sześć osób, które walczyły ramię w ramię
i zostały razem uwięzione. (…) Sześć osób,
które nigdy nie opowiedzą o tym, co stało
się w dniu, odtąd już zawsze nazywanym
dniem śmierci Księcia Buntownika.”

W „Zdrajcy tronu” nie ma już oczekiwania na walkę – ona toczy się na każdej stronie książki i nigdy nie wiadomo, kto wyjdzie żyw z toczących się potyczek. Nawet pozornie spokojny dwór Sułtana jest polem ciągłej bitwy – tylko jedna kobieta może być najważniejsza, tylko jedna kobieta może mieć znaczenie i każda chce nią być. Wszystkie, oprócz Amani, która chce wystrychnąć Sułtana na dudka, która chce ugrać jak najwięcej dla sprawy, w którą tak bezgranicznie wierzy, że nie zauważa, że staje się ofiarą manipulacji.

Wyjątkowo mało w tym tomie było mi Jina – uczucia Amani wobec niego były zarówno negatywne, jak i pozytywne, chwilami ciężko było się rozeznać, co w niej dominuje. Jin miał zlecone jakieś tajemnicze zadanie, z którego musiał się wywiązać i właśnie to robił, a ja dopiero pod koniec zrozumiałam, o co chodziło. Ahmed coraz bardziej staje się władcą, jakiego trzeba Miraji – i płaci za to ogromną cenę, taką, że większej już chyba nie można. Książkę zdecydowane polecam i z czystym sumieniem mogę przyznać, że jest bardziej wybuchowa niż proch strzelniczy, podobniej jak pierwszy tom, co oznacza, że spełniła moje założenia. Nie sposób odłożyć jej na półkę, nie sposób oderwać się na chwilę, zwyczajnie trzeba się dowiedzieć, jak potoczą się dalej losy buntowników z pustyni, a przede wszystkim – kto przeżyje i czy rebelia przetrwa, gdy zabraknie tych najważniejszych.

„Promienie nisko wiszącego słońca
odbiły się od metalu topora, zmieniając
go w oślepiające światło. Jednak słońce
nie zatrzymało się. Czas się nie zatrzymał.
Świat nie okazał współczucia dla mojego
smutku. Topór spadł. Światło zmieniło się
w żelazo. I w krew.”

"Wiatrodziej" - recenzja

Wiatrodziej - Susan Dennard

”Kałuża krwi.

Rozlewa się na bok, wpływa w jaśniejącą

na podłodze plamę księżycowego światła,

a potem wraca, gdy fale przechylają okręt

na drugą burtę.”

Zbliża się wojna – i nie ma żadnej szansy na pokój. Cesarzowa została porwana, prawdodziejka zmuszona do współpracy, księcia Merika uznano za martwego, a Iseult musiała sprzymierzyć się z krwiodziejem. W całym Czaroziemiu zawierają się dziwne sojusze, dawni sprzymierzeńcy wydają się nimi już nie być, a widmo odległego sojuszu zanika coraz szybciej, gdy wszystkich ogarnia chaos międzynarodowego konfliktu.

„Ale pragnienie… To zupełnie nowe doświadczenie,

o tyle trudniejsze, że nieustannie miała przed oczami

wilgotne od słonej wody namorzony. Ani kropla tej

wody nie nadawała się do picia.”

Safi i Vanessa wędrują ze znienawidzonymi przez tą pierwszą Bardami. Nie ma szans na ratunek, bo moce cesarzowej są stłumione, a to, czy ktoś kłamie, czy mówi prawdę, tak naprawdę nie jest zbyt pomocne. Iseult, zamiast zbliżać się do swojej więziosiostry, cały czas się od niej oddala, a osobą, która pomaga jej przeżyć, jest Krwiodziej, który w pewnym momencie orientuje się, że jego towarzyszka nie jest, tak jak wszyscy sądzili, więziodziejką, ale że posiada zupełnie inne zdolności.

Merik musi się ukrywać, głównie przed swoją siostrą, która w jego opinii zleciła podpalenie Jany, a to, jak bardzo poparzone ma ciało, powoduje, że ludzie ze strachem zaczynają go nazywać Furią, imieniem mitycznej postaci, która przynosi zgubę. Po jego stronie stoi tylko Cam, jedyny ocalały oprócz niego ze statku majtek. Vivia bezskutecznie poszukuje tajemnego, podziemnego miasta, które może pomóc uratować jej miasto. Mimo że wie, na co powinna zwrócić uwagę, jej działania zawsze kończą się fiaskiem i sądzi, że już nic nie uda jej się zrobić.

„- Czekaj! Zostań! Is, proszę!

- Kiedy nie mogę. – Zgrzytnęła zębami.

- Powiedz mi tylko, czy jesteś bezpieczna.

I nie kłam, Is. Bo i tak będę wiedzieć.”

W drugim tomie serii o Czaroziemiu, więziobrat staje przeciwko więziobratu, najbliższe sobie przyjaciółki nie wiedzą o swoich losach nic poza tym, że każdej z nich grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, księstwa i królestwa są na krawędzi wojny, a pokój, mimo że nie minęło jeszcze obiecane dwadzieścia lat rozejmu, jest już tylko wyblakłym wspomnieniem. Iseult, Safi, Merik, Vivia – każdy z bohaterów ma swoje zadanie, musi spełnić to, co zostało dla nich przewidziane, a los niczego im nie ułatwia. Jedyną rzeczą, którą wiedzą, jest to, że w każdej chwili może spotkać ich śmierć.

Susan Dennard wykonała kawał dobrej roboty, tworząc w jednej historii w zasadzie kilka wątków, które chwilowo jeszcze nie łączą się w jedną historię. Nic się nie wyjaśnia, a problem piętrzy się za problemem i nikt nie wie, jak sobie z nimi poradzić. „Wiatrodzieja” czytałam bardzo długo, wolniej niż „Prawdodziejkę”, dlatego, że Merik nie jest moim ulubionym charakterem. Uwielbiam za to Safiyę, która ani trochę nie jest dumną domną, za jaką większość napotkanych ludzi ją ma, Iseult, która oddałaby wiele za to, by jednak być mitycznym Cahr Awenem i sprzymierzyła się z krwiodziejem, oraz Aeduana, który tylko czysto pozornie nie ma w sobie nic dobrego i już dawno przestał martwić się skradzionymi pieniędzmi. Mam nadzieję, że w trzeciej części zbytnio się nie zmieni, bo złamie mi to serce. Nie mogę się już doczekać trzeciej części i gdy tylko pojawi się w księgarniach, będę ją miała, choćbym musiała wydać ostatni grosz.

„Upłynęła doskonała pod każdym względem

noc, którą spędziła z Safi, chichocząc i dzieląc

się opowieściami z minionych dwóch tygodni.

Szumiały sosny, szemrał strumyk, tańczyły świetliki.”

"Kroniki Jaaru. Księga luster."

Kroniki Jaaru. Ksiega luster - Adam Faber

„Gdyby Harry Potter był dziewczyną,
nazywałby się Kate Hallander.”

Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że nie można skuteczniej zachęcić mnie do przeczytania nowej książki niż wspominając, że przypomina Harry’ego Pottera. „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” jest pierwszą przeczytaną przeze mnie w całości książką na własną rękę (i to jeszcze zanim poszłam do szkoły), skradł moje serce, i żadna inna pozycja nie zastąpiła tego wyjątkowego miejsca. Sięgając więc po „Kronikę Jaaru. Księgę luster” miałam nadzieję, że ta książka okaże się równie dobra, jeśli nie lepsza.

„- Jeśli chodzi o ten sklep, to… - Chciała
dokończyć, mówiąc „jeszcze o tym pogadamy”
ale ciotka miała własny pomysł na to zdanie.
- To nie ma w nim nic ciekawego – oznajmiła (…).”

Kate jest zwykłą nastolatką – a tak przynajmniej mogłoby się wydawać. Mieszka u ciotki, zgodnie
z życzeniem ojca chodzi do jednej z najlepszych szkół, przeżywa zauroczenie napotkanym chłopakiem i w zasadzie mogłoby się wydawać, że jej życie nie może być bardziej przyziemne. Nietrudno się jednak domyślić, że jest to tylko ułuda – ojciec i ciotka przez lata ukrywali przed nastolatką, że posiada magiczne moce i że powinna odbyć stosowne wykształcenie. Nadchodzi jednak dzień, w którym zmienia się wszystko – i chociaż brzmi to patetycznie, nic nie jest już takie samo.

Fion, fer, poszukuje swojej czarownicy, nie przejmując się kpinami swojej rodziny. W końcu, po kłótni z ojcem, wyrusza na jej poszukiwanie, nie chcąc już dłużej czekać. Przystaje na propozycję pomocy nimfy Erato, ignorując wewnętrzny głos, który mówi mu, że właściwie to nie powinien jej ufać, bo nie doprowadzi to do niczego dobrego.

Jawis, jednorożec, jest nieakceptowany przez całe stado. Szuka swojego miejsca na świecie i chce je znaleźć za wszelką cenę, nie jest to jednak tak łatwe, jak mogłoby się wydawać, bo gdy staje twarzą
w twarz ze swoim przeznaczeniem, ucieka. A gdy orientuje się, co może osiągnąć, jest już za późno.

„ – Ty? – spytała Kate. – Twój pan nie będzie
chyba zadowolony z tego powodu, prawda?
Erato zmrużyła nienawistne oczy.
- Mądry służy samemu sobie.”

W tle dookoła Jaaru, dookoła istniejącego równolegle do świata ludzi, zbliża się ogromne zagrożenia. Dawne konflikty odżywają, społeczeństwo tego świata już sobie nie ufa, nikt zdaje się nie rozumieć, że aby dać sobie radę, trzeba czasem przezwyciężyć swoje uprzedzenia. Tajemnicze pojawienie się Kate Hallander i to, że nic nie wie, niczego nie ułatwia – a już na pewno nie fakt, że w dziewczynie znajduje się tajemniczy i pradawny kamień, który wybrał ją na swoją opiekunkę.

„- Co to za kamień? – zapytała (…).
- Nie musisz tego wiedzieć. Kiedy dostanę
kamień, ty będziesz już martwa.”

W podsumowaniu już na wstępie muszę obalić tezę, jakoby Kate Hallander jest damską wersją Harry’ego Pottera. Nie. Nie jest – i nigdy nie będzie. Moja opinia może być spowodowana tym, że seria HP ma moje serce, natomiast nie mogę zestawić tych dwóch książek ze względu na ich podobieństwa. „Kroniki” są książką, którą warto przeczytać, jest to lektura lekka, której przeczytanie idzie dość szybko. Dość szybko, bo jak dla mnie pewne opisy były przydługie i pewne wątki – mimo że książkę już skończyłam – pozostają dla mnie niejasne.

Czy sięgnę po kolejny tom? Z całą pewnością tak. Nie lubię zaczynać jakiejś serii i jej nie kończyć. Natomiast z przykrością muszę opisać tą książkę jako jedną z tych, które przeczytam, odłożę na półkę
i wkrótce o niej zapomnę.

„Na krótki moment czas zatrzymał się ponownie,
by po chwili ruszyć i nigdy już nie zostać zatrzymanym.
Wyschnięta ręka w sarkofagu poruszyła się.”

Prawdodziejka - Susan Dennard
Zamiast powolnego wprowadzenia – ucieczka z coraz bardziej niebezpiecznego miasta.
Zamiast dwóch zwykłych przyjaciółek, więziosiostry – jedyna na świecie prawdodziejka, o której istnieniu nikt nie wie – i nie może wiedzieć, oraz nie do końca wykształcona więziodziejka, połączone rytuałem, wiążącym ich na zawsze.
Zamiast pięknych sukien i balu – broń i walka.
Zamiast podanych na tacy informacji o świecie Czaroziemia, w którym panuje dwudziestoletnia przerwa od wojny – stopniowe ujawnianie informacji i ukazywanie stopnia skomplikowania wydarzeń, który miały miejsce w przeszłości i ich wpływ na chwilę obecną.
Małe, biedne państewka, w których znalezienia odpowiedniej ilości jedzenia dla mieszkańców graniczy z cudem, kontra wielkie imperia, chcące zagarnąć wszystkie znajdujące się nieopodal ziemie mniej znaczących władców.
„- Nie chcę mówić – a nie mówiłam?
- To nie mów.”
Wszystko to znajdziecie w „Prawdodziejce” Susan Dennard. Dwie przyjaciółki, Safiya i Iseult, muszą uciekać. Miasto, w którym mieszkają, staje się dla nich zbyt niebezpieczne. Zmuszone są rozdzielić się i szukać pomocy w miejscach, w których spodziewały się jej najmniej. Safiya znajduje pomoc w osobie swojego stryja, którego opuściła lata wcześniej, Iseult – w swojej matce i jej uczennicy, które już dawno się od niej odwróciły, jednak w pomocy jej upatrują swoją szansę na uwolnienie się spod wpływu czarodzieja, który przejął władzę nad ich maleńką wioską. Ich tropem podąża Aeduan – śmiertelnie groźny krwiodziej, będący w stanie wyczuć krew każdego człowieka na świecie i przez to wskazać na przykład miejsce jego zamieszkania.
„Starczyło jej jedynie czasu by do niego krzyknąć:
Krwiodziej mnie ściga! Powiedz to mojemu wujowi! -
Po czym minęła go i pomknęła w dół pustą drogą,
oświetloną jedynie blaskiem księżyca.”
Łączą się znów na statku księcia Merika – w jego interesie leży bezpieczne przetransportowanie Safiyi, a co za tym idzie – również Isseult, do umówionego portu, który ma zabrać prawdodziejkę daleko od tak niebezpiecznego dla niej świata. W świecie Czaroziemia przyjaciel może okazać się wrogiem, wróg najbliższym sprzymierzeńcem, a losy ludzi splątują się w przedziwny sposób.
„Jeżeli strony zgadzają się na podane warunki,
muszą poniżej złożyć swoje podpisy.
Jeżeli którakolwiek ze stron nie wypełni
warunków tej umowy, jego lub jej
imię zniknie z tego dokumentu.”
Susan Dennard wykreowała zupełnie nowy, fantastyczny świat, w którym ludzie dzięki swoim mocom są w stanie panować na przykład nad siłami natury, wykryć, czy inni mówią prawdę, wykryć więzi mijających ich na ulicy przechodniów – a wszystko w akompaniamencie dobiegającego końca dwudziestoletniego pokoju i zbliżającej się po raz kolejny wojny. Zdecydowanie polecam po nią sięgnąć wszystkim fanom fantastyki, w której nic nie jest oczywiste – bo nagle może okazać się jednak, że białe jest czarne, a czarne jest białe.