1 Obserwatorzy
26 Obserwuję
emka96

emka96

"Wiatrodziej" - recenzja

Wiatrodziej - Susan Dennard

”Kałuża krwi.

Rozlewa się na bok, wpływa w jaśniejącą

na podłodze plamę księżycowego światła,

a potem wraca, gdy fale przechylają okręt

na drugą burtę.”

Zbliża się wojna – i nie ma żadnej szansy na pokój. Cesarzowa została porwana, prawdodziejka zmuszona do współpracy, księcia Merika uznano za martwego, a Iseult musiała sprzymierzyć się z krwiodziejem. W całym Czaroziemiu zawierają się dziwne sojusze, dawni sprzymierzeńcy wydają się nimi już nie być, a widmo odległego sojuszu zanika coraz szybciej, gdy wszystkich ogarnia chaos międzynarodowego konfliktu.

„Ale pragnienie… To zupełnie nowe doświadczenie,

o tyle trudniejsze, że nieustannie miała przed oczami

wilgotne od słonej wody namorzony. Ani kropla tej

wody nie nadawała się do picia.”

Safi i Vanessa wędrują ze znienawidzonymi przez tą pierwszą Bardami. Nie ma szans na ratunek, bo moce cesarzowej są stłumione, a to, czy ktoś kłamie, czy mówi prawdę, tak naprawdę nie jest zbyt pomocne. Iseult, zamiast zbliżać się do swojej więziosiostry, cały czas się od niej oddala, a osobą, która pomaga jej przeżyć, jest Krwiodziej, który w pewnym momencie orientuje się, że jego towarzyszka nie jest, tak jak wszyscy sądzili, więziodziejką, ale że posiada zupełnie inne zdolności.

Merik musi się ukrywać, głównie przed swoją siostrą, która w jego opinii zleciła podpalenie Jany, a to, jak bardzo poparzone ma ciało, powoduje, że ludzie ze strachem zaczynają go nazywać Furią, imieniem mitycznej postaci, która przynosi zgubę. Po jego stronie stoi tylko Cam, jedyny ocalały oprócz niego ze statku majtek. Vivia bezskutecznie poszukuje tajemnego, podziemnego miasta, które może pomóc uratować jej miasto. Mimo że wie, na co powinna zwrócić uwagę, jej działania zawsze kończą się fiaskiem i sądzi, że już nic nie uda jej się zrobić.

„- Czekaj! Zostań! Is, proszę!

- Kiedy nie mogę. – Zgrzytnęła zębami.

- Powiedz mi tylko, czy jesteś bezpieczna.

I nie kłam, Is. Bo i tak będę wiedzieć.”

W drugim tomie serii o Czaroziemiu, więziobrat staje przeciwko więziobratu, najbliższe sobie przyjaciółki nie wiedzą o swoich losach nic poza tym, że każdej z nich grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, księstwa i królestwa są na krawędzi wojny, a pokój, mimo że nie minęło jeszcze obiecane dwadzieścia lat rozejmu, jest już tylko wyblakłym wspomnieniem. Iseult, Safi, Merik, Vivia – każdy z bohaterów ma swoje zadanie, musi spełnić to, co zostało dla nich przewidziane, a los niczego im nie ułatwia. Jedyną rzeczą, którą wiedzą, jest to, że w każdej chwili może spotkać ich śmierć.

Susan Dennard wykonała kawał dobrej roboty, tworząc w jednej historii w zasadzie kilka wątków, które chwilowo jeszcze nie łączą się w jedną historię. Nic się nie wyjaśnia, a problem piętrzy się za problemem i nikt nie wie, jak sobie z nimi poradzić. „Wiatrodzieja” czytałam bardzo długo, wolniej niż „Prawdodziejkę”, dlatego, że Merik nie jest moim ulubionym charakterem. Uwielbiam za to Safiyę, która ani trochę nie jest dumną domną, za jaką większość napotkanych ludzi ją ma, Iseult, która oddałaby wiele za to, by jednak być mitycznym Cahr Awenem i sprzymierzyła się z krwiodziejem, oraz Aeduana, który tylko czysto pozornie nie ma w sobie nic dobrego i już dawno przestał martwić się skradzionymi pieniędzmi. Mam nadzieję, że w trzeciej części zbytnio się nie zmieni, bo złamie mi to serce. Nie mogę się już doczekać trzeciej części i gdy tylko pojawi się w księgarniach, będę ją miała, choćbym musiała wydać ostatni grosz.

„Upłynęła doskonała pod każdym względem

noc, którą spędziła z Safi, chichocząc i dzieląc

się opowieściami z minionych dwóch tygodni.

Szumiały sosny, szemrał strumyk, tańczyły świetliki.”